Poleciałam rano po gazetę. Mężuś śpi, to mu zrobię niespodziankę. Deszcz pada, myślę sobie, wezmę torbę to nie zmoknie. Stanęłam pod kioskiem, wzięłam gazetę i coś mnie podkusiło, żeby jeszcze bilecik kupić. I jak brałam bilecik, i dawałam pieniążki, to gazeta wyleciała mi wprost do wielkiej kałuży. A jakby tego było mało, pies sąsiadki, wielkie bydlę skoczył na moje nowiutkie dżinsy. I jak wróciłam do domu, to byłam tak wściekła, że od razu nawrzeszczałam na męża, że jeszcze śpi.
Nr. 385 dodane w 2009-04-18 11:33:13 w kategorii dzień, przez zebra
Skomentuj! (2)